Ciao Siciliano czyli Lava in my living room!

Siedem godzin wspinaczki na Etnę i ani jednego człowieka, pięć godzin pobytu na plaży i ani żywej duszy (nie licząc dwóch surferów w oddali), pustki na szczycie Taorminy oraz w przepięknej Ragusie i niemal bezludna nadmorska restauracja w Syrakuzach, która stanowi zarazem dom pewnej niesamowitej rodziny (można zjeść, wypić, poczytać książki domowników, oglądnąć rodzinne zdjęcia i skorzystać z ich toalety z lustrem weneckim, co znacznie ogranicza poczucie komfortu), za to tłumy w centrum miasta podczas ichniego święta radosnego uganiania się za ołtarzem oraz fajerwerki puszczane w nocy z poniedziałku na wtorek z takim impetem i tak bardzo lekceważąc zasady BHP, że po każdym hucznym wystrzale kłęby dymu wielką chmurą wdzierały się do mieszkań (w tym do naszego). No i słońce, dużo styczniowego słońca! Cudownie!!!

This entry was posted in Uncategorized, dzieci, krajobraz, prywatne. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>